Wejścia

niedziela, 26 maja 2013

"The one thing that;s free in live is love" #13


Rano obudziły mnie regularne i energiczne szarpania.
-No co znowu ?!- Krzyknęłam i zobaczyłam nad sobą twarz Daniego. 
-Dream kazał mi Cię obudzić. Wstawaj- polecił, a ja bez słowa zerwałam się z łóżka. Wzięłam ubrania i ruszyłam do łazienki, gdzie wzięłam szybki prysznic i przebrałam się (klik).  Gdy wróciłam do pokoju na stole stały tacki z jedzeniem, a dokładniej z naleśnikami.
-Czyli Dream stał się teraz naszym facetem od cateringu ?- Zapytałam, żeby rozładować atmosferę,  która panowała od dłuższego czasu, wyczułam ją w momencie wejścia do pokoju. 
-Ta, coś w tym stylu... Jemy ?- Zapytał Dream zabrał się do jedzenia. 
-Jasne- powiedziałam i zjadłam moją porcję z owocami.- Chłopcy, co się stało gdy mnie nie było ?
-Nic- odpowiedzieli jednocześnie i spojrzeli w talerze.
-Tak szczerze, to nie liczyłam, że któryś z Was mi powie co tak naprawdę się stało. O co chodzi ? Zrezygnuj...- w tym momencie zaczęłam przeraźliwie kaszleć. Nie mogłam uwierzyć, że akurat teraz mam napad ! Nagle przed oczami stanęły mi mroczki, spadłam z krzesła rozbijając sobie głowę. Zemdlałam.
     *
Obudziłam się po jakimś czasie z potwornym bólem głowy.
-Co jest ?- Zapytałam cicho. Usiadłam i oparłam się plecami o oparcie łóżka. Byłam w sterylnie czystym pokoju o białych ścianach. Nagle zauważyłam wysokiego szatyna, który opierał się o framugę drzwi i przyglądał mi się od dłuższego czasu. Nie był zdecydowany czy powinien wejść czy nie. Był umięśniony i bardzo przypominał mi jednego z hiszpańskich piłkarzy. Gdy tak myślałam przez "szparę" w drzwiach (to to miejsce, którego Hiszpan nie zastawiał swoim ciałem) wleciał szatyn, który był sporo niższy.
-Dobrze się czujesz, Hope ?- Zapytał i usiadł na brzegu łóżka.
-Hope- powtórzyłam cicho. Domyśliłam się, że tak mam na imię.- My się znamy ?- Zapytałam niepewnie.
-Czyli jednak lekarz miła rację, amnezja...- powiedział chłopak, który zdecydował się jednak wejść, tym razem siedział na parapecie.
-Co ? Nie mogę nie pamiętać kogoś kogo nigdy nie znałam- odpowiedziałam i wydałam z siebie syk bólu. Czuła go w okolicach żeber. 
-Hope. Ja mam na imię Dream, a to Dani- pokazał ręką chłopaka, który zupełnie nie był zainteresowany dyskusją.
-On mnie nie lubi, prawda ?- Zapytałam, a Dani potwierdził to krótki: "Pamięta więcej niż nam się zdaje".
-Nie przejmuj się nim- zapewnił mnie Dream. 
-Co mi się właściwie stało ?- Zapytałam i strasznie się rozkaszlałam, przy tej czynności potwornie bolały mnie żebra. Po jakimś 10 minutach kaszel ustał.
-Jesteś chora na śmiertelną chorobę, na które możesz znaleźć lekarstwo tutaj, w Zaginionym Sydney- i tak opowiedział mi całą historię. Dowiedziałam się, że uciekłam z domu, żeby tylko wziąć udział w tej wyprawie. Aktualnie znajduję się w szpitalu gdzie powinni mnie wyleczyć. W końcu Dream wyszedł i został Dani.
-Czego chcesz ?- Zapytałam i prawie zaczęłam na niego warczeć. 
-Porozmawiać, a czego się spodziewałaś ?- Odpowiedział, a ja zmierzyłam go wzrokiem.
-Za co tak mnie nie lubisz ?
-Chodzi o to, że zabrałaś mi przyjaciela. Byliśmy naprawdę zżyci dopóki ty się nie pojawiłaś. Dream jest zakochany w tobie na zabój, ale nie potrafi zerwać z Cleo. Mam tego dość, tego całego syfu. Nie dorósł i nigdy nie powinien był Cię poznać, jesteś tym co najgorsze, rozumiesz ?- Wykrzyczał i z trzaskiem wyszedł. Za żadne skarby nie mogłam sobie przypomnieć tej Cleo, miałam nadzieję, że teraz Dream sobie odpuści. Wydawał mi się bardzo miły i przyjacielski. Sądzę, że wcześniej się chyba nawet przyjaźniliśmy. Dani dał mi do zrozumienia coś co było oczywiste- powinna zniknąć, powinnam zniknąć z życia Dreama.
---
I jak się podoba ? Opinie zostawiajcie w komentarzach. Następny rozdział wkrótce ! Za ewentualne  błędy ortograficzne przepraszam.
J.xx

niedziela, 19 maja 2013

"The one thing that's free in live is love" # 12

Szliśmy i szliśmy, a było tak gorąco ! Namówiłam chłopaków, żeby puścili mnie do sklepu- z tego wszystkiego byłam nie odpowiednio ubrana ! Było strasznie ciepło, więc zrzędziłam i zrzędziłam aż w końcu dali za wygrana. W sklepie kupiłam cały zestaw, zapłaciłam i od razu się w niego ubrałam (klik).
-Sama dobrałaś ciuchy ?- Zapytał Dream i spojrzał na mnie swoimi błękitnymi oczami opierając się o maskę czerwonego ferrari.
-A co ? Wątpisz w mój zmysł modowy ?- Zapytałam i oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
-Sapałaś na lekcji słowotwórstwa ?- Zapytał i w uśmiechu ukazał idealnie białe zęby.
-Tak samo jak na innych, dalej nie wierzę, że zdałam- odpowiedziałam zaczepnie.
-Bla, bla, bla... Mamy misję ! Czy ktoś oprócz mnie jeszcze o tym pamięta !- Wykrzyczał Dani i przeklął po hiszpańsku (zdecydowałam, że lepiej będzie gdy nie przetłumaczę).
-Spokojnie Dani, daj na luz- powiedziałam, ale gdy nasze spojrzenia się spotkały spuściłam głowę i ruszyłam za nim. 
*
Zbliżał się wieczór, kiedy doszliśmy na wskazane przez ogrodnika miejsce. Ogrodnik tak naprawdę miał na imię Mariusz, ale nie potrafiłam się przestawić- nie mam pojęcia dlaczego.
-Jesteś na miejscu ?- Zapytał Dream ze zmęczeniem w głosie.
-Tak, dotarliśmy. Nie rób z siebie męczennika- odpowiedział i oboje spiorunowali się wzrokiem.
-Okay, to co dalej ? Może się prześpimy w jakimś hotelu ? Jest już wieczór i tak nic więcej już dziś nie zrobimy- zaproponowałam, i ku mojemu zdziwieniu Dani zaakceptował mój pomysł, za co podziękowałam Bogu. Powiedziałam chłopakom, żeby zadzwonili do mnie jak zakwaterują się, na co oni odpowiedzieli, że nie działają tu żadne komórki, ani żadne sprzęty elektroniczne.
-Ale ja muszę kupić sobie na jutro ciuchy !- Zaprotestowałam. Stanęło na tym, że Dream pójdzie i kupi nam coś do jedzenia w pobliskiej knajpie, a Dani pójdzie ze mną na zakupy. Był strasznie spięty, a ja bez skutecznie próbowałam rozluźnić atmosferę kilkoma kawałami. W końcu się zamknęłam- nie czułam potrzeby dalszego kompromitowania się. Doszliśmy do jakiegoś sklepu z ubraniami. Nie wyglądały źle, a nie były drogie co bardzo mnie ucieszyło. Szybko wybrałam zestaw i byłam prze szczęśliwa, że nawet Dani powiedział, że mu się podoba. W drodze powrotnej kupiliśmy  trzy koszulki XXL I <3 Sydney, szczoteczki do zębów  i pastę o smaku miętowym. Pod hostelem stał Dream i czekał na nas z dwoma tackami wypełnionymi jedzeniem.
-Coś ty kupił ?- Zapytałam, a on szeroko się uśmiechnął.
-Pomyślałem, że jesteście tak samo głodni jak ja. Zarezerwowałem 3 osobowy pokój- odpowiedział i zaprowadził nas. W pokoiku mieściły się trzy jednoosobowe łóżka, jeden średniej wielkości stół przy którym stało pięć krzeseł i jedna, duża komoda. Dream na stole postawił jedzenie i położył trzy pary jednorazowych sztućców. Na korytarzu była łazienka- poszłam i umyłam ręce. W pokoju od razu zabrałam się do pałaszowania  mojej porcji. Kurczak z ziemniakami oraz trzeba surówkami. Przez chwilę przestałam myśleć o moich wegetariańskich przyzwyczajeniach i z prędkością światła opróżniłam talerz.
-Ale dobre, gdzie ty to kupiłeś ?- Zapytałem, a on za zdziwieniem spojrzał na czystość mojego talerza.
-Zjadłaś kurczaka ?- Spytał zdziwiony.
-Jak człowiek jest głodny to uwierz, że jest w stanie zapomnieć o swoich wegetariańskim ja. Lecę pod prysznic i idę spać. Padam z nóg. Dani gdzie położyłeś nasze "piżamy" ?- Przy wypowiadaniu słowa piżamy pokazałam cudzysłów palcami.-Są na komodzie- powiedział z pełnymi ustami. Roześmiałam się i wzięłam swój przydział oraz pastę. Toaleta była pięknie urządzona. Cała była wykafelkowana, jej kolor stopniowo się zmieniał- istna tęcza. Prysznic stał w prawym rogu, na prawo od wejścia była umywalka, a na przeciwko toaleta. Wzięłam ciepły i długi prysznic zmywając z siebie wszystkie błędy dzisiejszego dnia. Gdy w końcu zakończyłam długi aczkolwiek bardzo przyjemny proces sięgnęłam po miękki, przyjemny, fioletowy, duży ręcznik. Po chwili na moim ciele nie było już anie jednej kropli wody, a po kąpieli zostało już tylko wspomnienie w moim umyśle. Nałożyłam koszulkę, skarpetki i majtki, po czym poszłam umyć zęby. Już po chwili ktoś zaczął łomotać w drzwi. Ze szczoteczką  w buzi poszłam zobaczyć kto to. Gdy tylko otworzyłam zobaczyłam  Dream, zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem. 
-Chciałem tylko sprawdzić czy żyjesz- zawołał na swoją obronę. 
*
Już prawię zasnęłam. Nie wiem co, ale coś nie daje mi spokoju- Łóżko jest miękkie, pościel czysta i  cienka, a poduszka przyjemna w dotyku. Coś gryzie mnie od środku. W końcu udaje mi się zasnąć. 

sobota, 4 maja 2013

"The one thing that's free in live is love" #11

Po jakiejś godzinie spokojnego spaceru doszłam do ogrodu, szybko zapukałam do domku. Od razu usłyszałam krótkie i treściwe "Otwarte", nie namyślając się weszłam.
-O, to ty- powiedział cicho Dream i zabrał się do dalszej pracy.
-Cześć, nie nie ma w tym nic dziwnego, że przychodzę tu w środku nocy ?- Zapytałam ironicznie i usiadłam obok niego.
-Nie, to, że uciekniesz było do przewidzenia- odpowiedział Dream i zaczął mnie ignorować. Położyłam torbę w rogu pokoju i usiadłam na fotelu. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z okropnego bólu głowy, zaczęłam się zastanawiać czy nie mam gorączki. Po chwili siedzenia z zamkniętymi oczami zmorzył mnie sen. Rano obudziły mnie dźwięki zagorzałej kłótni.
-Co ona tu robi ?- Usłyszałam podniesiony głos ogrodnika.
-Uciekła z domu i tu przyszła, czemu się zresztą dziwić. Dream zachowuje się jakby jego dziewczyny spała właśnie u nas w fotelu, a nie u siebie w domu. Ogarnij się człowieku !- Krzyknął Dani w twarz Dream'owi.
-Ja już nie śpię. Dzisiaj mieliśmy wyjeżdżać, a mama nie chciała mnie puścić- odpowiedziałam spokojnie.
-O, a więc jesteśmy gotowi do drogi ?- Zapytał Dream i zjadliwie spojrzał na Dani'ego. Nie miałam pojęcia co, ale ewidentnie coś wisiało w powietrzu.
-Jeżeli o mnie chodzi mogę wyruszyć od razu- powiedziałam, a chłopcy mi przytaknęli. Poszłam za nimi do wielkiej groty, która jak się domyśliłam nie była zwykłą grotą. W środku było parę niewielkich komór, były z plastiku albo szkła. Dream zaprowadził nas pod trzy stojące obok siebie, nad nimi wisiała tabliczka z napisem "Sydney- zapomniane miasto pod kloszem". Musiałam szczerze przyznać, że ten napis mocno mnie przestraszył.
-Nasza wyprawa nie uwzględnia żadnych gangów ani bójek, prawda ?- Zapytałam ze słyszalną obawą w głosie. Na moje pytanie oboje wybuchnęli śmiechem, nie rozumiałam co ich rozśmieszyło ?!
-Nie, będziesz całkowicie bezpieczna- powiedział Dani gdy już się uspokoił. Dream podał każdemu z nas po dwie przerośnięte baterie, chwile później jego twarz przybrała poważny wyraz.
-Egehm, nigdy nie byłem w tym dobry, zwykle zajmowała się tym In, ale cóż. Więc, te przerośnięte baterie to są bilety, jedną zużywasz w jedną stronę. Rozumiesz Hope ? Nie możecie ich zgubić, bo będzie kłopot- powiedział i podał dalsze instrukcje ci do użycia komór.- Tu jest wnęka i wkładasz baterie, co do drogi powrotnej to bardziej skomplikowane i wyjaśnię Ci to po drugiej stornie- zwrócił się do mnie. Co jakiś czas jego monologu potakiwałam na znak, że go słucham i rozumiem o czym mówi. Dream wpakował mnie do maszyny po 20 minutowym wykładzie, a ja zrobiłam dokładnie to o czym mówił. Szczególnie skupiłam się na myśleniu o nieznanym adresie- Road Street 6/9. Zrobiłam wszystko dokładnie z jego instrukcjami i wylądowałam w jakimś zaułku boleśnie lądując na tyłku, z moich ust mimowolnie wydobył się jęk bólu. Nagle poczułam czyjś dotyk na ramieniu, błyskawicznie skoczyłam na równe nogi i obróciłam się twarzą do "napastnika". Okazał się nim wysoki i szczupły blond o opalonej skórze.
-Wszystko okay ? Dosłownie spadłaś z nieba- powiedział z mocno słyszalnym australijskim akcentem.
-Albo raczej z dachu- odpowiedziałam  żartobliwie. 
-Rory, a ty ?- Zapytał i czarująco się uśmiechnął. Nagle zdusił mnie kaszel, miałam szczęście gdyż był to jeden z lżejszych napadów. 
-Przepraszam, jestem nie tutejsza. Hope- powiedziałam i zdążyłam tylko pomachać na pożegnanie gdyż Dream i Dani pojawili się znikąd i "poprosili" aby poszła z nimi.
-Czego od Ciebie chciał ?- Zapytał nerwowo Dani i przegarnął rękami włosy.
-Tylko zapytał się dlaczego spadłam z nieba- odpowiedziałam zirytowana i wstałam. Chwilę później Dream pokazał mi plan miasta i miejsce do którego musimy dotrzeć. Okazało się, że mamy do przejścia pół miasta, zapowiadał się ciekawy dzień.
----
I jak się podoba ? :) Opinie zostawiajcie w komentarzach. Przepraszam, że miałam taką długą przerwę, ale nie miałam weny. Mam nadzieję, że Was nie zawiodłam.
J.xx
PS
Zapraszam na: www.freeloveinlive.blogspot.com

czwartek, 18 kwietnia 2013

3.

Zapraszam na moje blogi:
1.http://freeloveinlive.blogspot.com/
2.http://xmenrewolucja.blogspot.com/
Przepraszam, ale na razie nie dodam rozdziału 11 ;( Wybaczcie, ale nie mam weny, a poza tym teraz chodzę na następną rehabilitacje i nie mam czasu, postaram się dodać w weekend !
J.xx

wtorek, 16 kwietnia 2013

"The one thnig in live is love" #10

-Dani- powiedziała chłopak i się uśmiechnął.
-Hope- powiedziałam i podeszłam do stołu na którym położyłam dziennik.- Co Wam się udało ustalić ?
-Wszystko, przygotowujemy się do podróży. Wyjazd jutro z samego rana- powiedział Dani i szeroko się uśmiechnął.
-Okay, mogę się przyłączyć ?- zapytałam i usiadłam na krześle przy stole, zaczęłam przeglądać mapy.
-Jeżeli tylko masz ochotę, Alex opowiedział mi o tobie dużo opowiadał- odpowiedział i zmieszany zbytnią szczerością zamilkł. Chwilę później Dream dosiadł się do nas i zaczęliśmy spisywać listę potrzebnych rzeczy. Dwie godziny później byłam cholernie zmęczona i wyszłam przed chatkę zapalić papierosa. Nabrałam tego nie dobre nawyku jakieś dwa tygodnie temu, nie byłam z siebie dumna, ale nie miałam dość siły, aby to rzucić.
-Palisz ?- usłyszałam głos za sobą, skądś go znałam ale nie mogłam sobie przypomnieć. DANI !
-Jakiś problem ?- zapytałam chłopaka, gdy się odwróciłam.
-Nie, tylko... Nie ważne.  Chciałem tylko pogadać- odpowiedział i uniósł ręce w gorze na znak kapitulacji, na ten gest roześmiałam się.
-Przepraszam, jestem wściekła. Nie bierz tego do siebie- odpowiedziałam i uśmiechnęłam się do Dani'ego.
-Może się przejdziemy ? Szczerze mówiąc to mam dość tego miejsca- przytaknęłam mu i ruszyliśmy w drogę. Po chwili doszliśmy do parku, tam kupiliśmy lody i usiedliśmy na jednej z ławek, rozmowa szybko się nawiązała.
-Ja jestem z Norwegi, mieszkam w Oslo. Jestem w połowie Norweżką, a w połowie Szwedką  i mam fińskie korzenie. Wiem to trochę zagmatwane- powiedziałam i szeroko się uśmiechnęłam.
-Okay, teraz ja. Jestem Hiszpanem- powiedział i dopiero teraz zauważyłam jego hiszpański akcent.
-Rzeczywiście, masz taki charakterystyczny akcent. Uczę się hiszpańskiego od 7 lat, jestem całkiem dobra- pochwaliłam się i szeroko uśmiechnęłam.
-Hola. ¿Cómo estas ?- zapytał z idealnym, hiszpańskim akcentem.
-Muy bien, gracias, ¿y tú?- odpowiedziałam i wyszczerzyłam się.
-Muy bien, gracias. Wow, serio jesteś dobra- powiedział, a ja się zaśmiałam.
-Bez przesady, to tylko podstawy- powiedziałam i spojrzałam na wyświetlacz komórki.- Cholera, już późno. Musze już lecieć, dzięki za wspaniałe popołudnie- powiedziałam i pobiegłam do hotelu. Na miejscu byłam w ciągu 20 minut, nie miałam pojęcia skąd znałam drogę, ale nie miałam czasu zastanawiać się nad tym. Gdy wpadłam do pokoju na kanapie siedziała mama.
-Cześć kochanie, gdzie byłaś jak nie było Cię tu, w Twoim pokoju- zapytała i spojrzała na mnie z wrednym uśmieszkiem.
-Wiem, trochę się spóźniłam, ale spotkałam się ze znajomym Hiszpanem. Tak właśnie, jest Hiszpanem- odpowiedziałam mocno zdenerwowana.
-Jutro wyjeżdżamy, okazało się, że nie będę miała już więcej spotkań w Tokio, jedziemy do Ruitschi- powiedziała i szeroko się uśmiechnęła.
-Mamo, ale ja się umówiłam na jutro ze znajomymi ! Dani zaklepał już wyjazd i wszytko jest zorganizowane. Nie możesz mi teraz tego zrobić !- Prawie wykrzyczałam jej to w twarz.
-Nie, już zdecydowałam ! Jutro z samego rana wyjeżdżamy i koniec ! Nie będziesz tu ze mną dyskutowała gówniaro !- Tym razem to ona mi wykrzyczała w twarz, słowo daje, że ostatni !
-Jasne, jedź sobie sama. I jak mnie jutro nie będzie w hotelu to z łaski nie zgłaszaj zaginięcia na policji, nawet mnie nie szukaj. Mam zamiar dobrze się bawić w wakacje, a nie ciągle jeździć z tobą od miasta do miasta !- Krzyknęłam i pobiegłam do pokoju, po czym zabarykadowałam się w nim. Do torby z logiem mojego ulubionego klubu (Real Madryt CF klik) włożyłam wszystkie rzeczy z listy, bieliznę, kilka par spodni, bluz, skarpetek i bluzek oraz strój wieczorowy. Komórkę włożyłam do kieszeni spodni, które aktualnie miałam na sobie. Założyłam moją ulubioną, skórzaną kurtkę i wyszłam przez okno schodami na wypadek pożaru. Byłam zdziwiona, że mama się nie zorientowała, ale nie miałam zamiaru o tym informować. Moim celem był ogród, a dokładniej domek ogrodnika, po jego stylu bycia i zażyłości z dziadkiem miałam nadzieję, że mnie zrozumie- oby. Szłam pewnie przez Tokio, było piękne nocą, cieszyłam się, że wzięłam kurtkę, nawet latem noce bywały tu zimne. Szłam z uśmiechem, jeszcze nie wiedziałam, co mnie czeka, ale dla takiej przygody warto było podjąć ryzyko.
----
Mam nadzieję, że część 10 Wam się podoba. Miałam przypływ weny, może dlatego, że skończyłam czytać bistą książkę "Angel dziecko ulicy". Serio polecam, naprawdę dobra książka :) Opinie zostawiajcie w komentarzach :)
J.xx

Bohaterowie "The one thnig that's free in live is love"




Hope, lat  17.

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhit8bJPSjnO3YvpUdge75bg8gG2gmcGyWlZ2lBmsuCH-alLvxVAQjt1jsdFG1R3y6H1WUiU0OVAfqIwTGZF-dOSWmqqN33jDouF7psnrB8BUW89k5IciEnGjmyBcqZp5YDdWZ4rEmFKug/s1600/62.jpg
 Rusty, lat 18.




http://24.media.tumblr.com/tumblr_lf1ag1Piln1qf7poko1_500.jpg
Dream, lat 18.






Cleo, lat 16. 

Dani, lat 19.
---
Proszę, dodałam zdjęcia wszystkich bohaterów, którzy na razie wystąpili. Nie wszystkie się odtwarzają za pomocą hiperłącza, więc dodałam caały post ;) 
J.xx

niedziela, 14 kwietnia 2013

"The one thing that's free in live is love" #9

Rusty napisał, że nie ma się co przejmować, wiedziałam, że ma racje, ale oczekiwałam jednak czegoś innego. Ale rzadko jest tak, że dostajemy od ludzi to co chcemy, niestety, ale takie jest życie. Znalazłam mojego iPoda w torbie i puściłam piosenkę, która idealnie się nadawała do zaistniałej sytuacji- Carly Rae Jepsen- Tonaight I'm getting over you (klik). Zaczęłam śpiewać razem z artystką, nauczycielka muzyki zawsze mówiła mi, że mam piękny głos i powinnam go używać, ale oczywiście jej nie słuchałam. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi, ściszyłam muzykę i ruszyłam ku nim. Szybko otworzyłam i przed nimi zobaczyłam...
-Cześć Dream, czego chcesz ?- zapytałam i odrzuciłam rozczochrane włosy do tyłu. Sprytnie mnie wyminął i już po chwili siedział w fotelu.
-Co to miało być ?- zapytał gdy przyniosłam dwa kubki z gorącą herbatą.
-O co Ci znowu chodzi ? Powtarzasz się- odpowiedziałam i znudzona zaczęłam pić swoją herbatę.
-Najpierw masz jakieś wonty do Cleo, teraz wybiegasz z... zaraz, nie powiedział Ci o kuli ?- zapytał nagle jakby zaczął przytomnieć.
-Nie, skąd ten pomysł. Tylko właśnie się dowiedziałam, że byłam śledzona przez jakiś dwóch psychopatów przez jakąś magiczną kulę. W ogóle to muszę przyznać, ten kawał był naprawdę  świetny był ten kawał. Serio, rzadko komuś udaje się mnie nabrać- powiedziałam i wzięłam duży łyk z kubka. 
-Nie, Hope. To wszytko nie jest żadnym żartem, to prawda. Proszę uwierz mi, Hope- powiedział z rozbrajającą szczerością.
-A jak masz zamiar mi to udowodnić ? pokażesz mi magiczny kamyk, inaczej ! Może teraz zaczniemy się bawić w Harry'ego Potter'a ?- zapytałam ironicznie, a on się roześmiał.- Co Cię tak bawi ? Wiesz, mnie jakoś nie. Przyjechałam i miałam nadzieję na normalne wakacje, jedyne w życiu z mamą. Taty i tak by nie było, ma prace. Wtedy musiałam spotkać Ciebie, mama musiała wyjechać na spotkanie biznesowe, wniosek ? Wszytko popsułeś, ale na pewno dobrze się bawiłeś żartując ze mnie.
-Hope, do cholery ! Nie żartowałem, bawi Cię to ? Mnie jakoś nie bardzo, wszystkie te wszystkie miejsca istnieją naprawdę, byłam tam ! Oczywiście, jeżeli się wycofujesz, nie ma sprawy, ja od początku mówiłem, że się nie nadajesz- odpowiedział zdenerwowany, ale wygodniej usiadł w fotelu.
-Że co ? Ja się nie nadaje ?- zapytałam  z furią i wstałam.
-Tak, jesteś jak by to ująć... Zbyt miękka, tak trafne określenie- odpowiedział mi z wyższością.
-O nie ! Koniec tego, wstawaj, idziemy do tego pieprzonego ogrodu przygotować tą cholerną wyprawę ! I wiedz, że robię to tylko dlatego, żeby się nie nudzić. Nie mam zamiaru nic Ci udowadniać !- krzyknęłam, wzięłam kurtkę, ubrałam buty, po czym oboje wyszliśmy z "mieszkania" i pokierowaliśmy się w stronę ogrodów. Gdy byliśmy już na miejscu, a dokładniej pod drzwiami "domu" ogrodnika poczułam jak serce mi wali.
-Nie wejdę tam, nie dam rady- powiedziałam do chłopaka, ale widząc jego zwycięską minę przełamałam się i weszłam. W środku przy stole oprócz ogrodnika siedział chłopak w wieku zbliżonym do Dream'a.
-Hej- powiedział gdy weszliśmy, tylko się uśmiechnęłam.
-A więc jednak wszytko przemyślałaś ?- zapytał ogrodnik, a uśmiech od razu zszedł z mojej twarzy.
----
TADADADAM ! Oto i wyczekana część 9 :) Opinie zostawiajcie w komentarzach.
J.xx